Usłyszał plusk w sitowiu i zobaczył miotającą się w zastawionej sieci wielką rybę o złotych łuskach i srebrnych płetwach, z głową jakoby ludzką. Ta zawołała:
- Człowiecze, uwolnij mnie z mojej niewoli, a odwdzięczę ci się.
Dziadowy syn wszedł po pas w wodę i odwiązał sieci. Oswobodzona ryba rzuciła się i znikła w modrych falach.
Poszedł dalej nad rzeką. Nagle słyszy krzyk przeraźliwy i widzi dwóch parobków ciągnących babę, by ją utopić, a ta woła:
- Piękny chłopcze, ratuj mnie, bo mnie ci dwaj opoje chcą utopić, niewinną!
Dziadowy syn, że był zdrów i silny, ująwszy kij oburącz, młócił nim po grzbiecie parobków, aż pouciekali, a kobietę uwolnił.
Żelazny Marcin tak zbił tego dziada, że niech Pan Bóg broni. I dopiero jak go złapie za brodę, i prowadzi do dębu. Rozczepił siekierą ten dąb, wczepił mu tę brodę, klinami ją tam zabił i poszedł. A Waligóra i Wyrwidąb przychodzą na obiad i dziwią się: - Chyba dziada tutaj nie było.
- Nie było! - woła Marcin. - Ja wam dam obiad, a potem zaprowadzę, gdzie on jest.
- Niech go tam nasze oczy nie oglądają, byśmy mieli chodzić oglądać!
bielizna - A przecież on do was się już nie porwie - Marcin na to - siedzi w dębie, brodę ma zaklinowaną.
Ledwie ich namówił, żeby poszli.
Przychodzą, a dziada nie ma.
mama zgodziła się na moja propozycję, w przeciwnym razie musiałaby iść sama, a zakupy w pojedynkę to dla mnie nic przyjemnego. W niedzielny poranek zrobiłam rodzince śniadanko, po czym wsiadłam do samochodu i pojechałam po mamę. Oczywiście ona jak zawsze nie wyszykowała się na czas. Z pół godzinnym opóźnieniem pojechałyśmy na bazar. Na miejscu był tłok ludzi, zanim znalazłam miejsce na parkingu, minęło
blistry złocenie opakowań automatyczne pakowanie wykrawanie kartonów opakowania z folią połyskową tłoczenie opakowania z folią matowa Doboszka kosmiczna ciekawie oddycha nieprzyzwoite kostki.